Start z Alicante. Niestety Majorkę, jej plaże i lazurowe zatoczki pozostawiliśmy na trawersie. Wiatr u podnóża Pirenejów jest dość kapryśny i zazwyczaj przeciwny do planowanego kursu :-) Widoki na tej trasie są jednak wspaniałe, mariny bardzo eleganckie a na żeglarzy o skromniejszych kieszeniach czekają boje mooringowe tuż za falochronem. Leniwe przedpołudnia, senne popołudnia i prawdziwa latynoska fiesta do późnej nocy, sprawiają, że chciałoby się dłużej postać na cumach w jakimś katalońskim miasteczku (np Barcelonie :-) Za Pirenejami - Francja i Francuzi, dla których nawet 'how much?' jest zupełnie niezrozumiałym pytaniem. Meta - marina w Gruissan. Boczek wzbogacił flotę 1330-tu zacumowanych tam jachtów, gdzie czeka na następnych 'jeżdźców burzy' :-)
P.S. Widzieliśmy tez wieloryba (prawdziwego z fontanną) ok 30 Mm na zachód od Barcelony. Jednak zdarzenie to jak i wiele innych, nie zostało niestety udokumentowane z powodu awarii foto kamery i pozostanie opowieścią o 'duużej rybie'.
